Zamkowe dzwony w jeziorze

   

 Dawno temu na zamku człuchowskim znajdowała się spiczasta wieża, zakończona złotą kulą. Pod dachem tej wieży były trzy dzwony. Najmniejszy był z miedzi, średni ze srebra, a największy ze złota. Pewnego razu podczas szalejącej burzy piorun uderzył w wieżę, co powodowało, że szczyt wieży wraz z kulą i dzwonami wpadł do jeziora zamkowego, leżącego u stóp wieży.
Od tego czasu podczas spokojnych spokojnych księżycowych nocy letnich ludzie często widzieli blask złotej kuli i złotego dzwonu. Czasem też słychać było z głębi jeziora ciche dźwięki dzwonów. Nie było jednak śmiałka, który odważyłby się wydobyć zatopiony w jeziorze skarb. Czynu tego mógł dokonać człowiek z obcych stron, urodzony w niedzielę.
Przez wiele, wiele lat skarby te spoczywały na dnie zamkowego jeziora, gdy pewnego dnia zjawił się w Człuchowie młody człowiek i wszem ogłosił, że wydobędzie z jeziora zatopione dzwony.
Pewnej księżycowej nocy majowej młodzieniec postanowił wykonać swój zamiar. W blasku księżyca odbijał się mur zamkowy w jeziorze, migając na ciemnej tafli wody. Na brzegu zebrał się tłum ludzi, aby przyjrzeć się czynowi obcego młodzieńca. Tej nocy właśnie dało się słyszeć ciche bicie dzwonów. Młodzieniec skoczył do wody i popłynął w stronę, z której dochodziły owe dźwięki. Tam, gdzie w poświacie księżyca było widać blanki murów, ujrzał rzeczywiście w toniach jeziora trzy dzwony. Wtedy zaczął nurkować. Gdy nurkował pierwszy raz podpłynął do niego miedziany dzwon, ale on go ominął. Przy drugim nurkowaniu podpłynął do młodzieńca srebrny dzwon, ale i ten go nie zainteresował. On chciał koniecznie wydobyć dzwon złoty. Gdy wreszcie go osiągnął, zabiło lekko jego złote serce i dały się słyszeć następujące słowa: "Kto nie ceni tego, co małe, nie jest wart tego, co wielkie". Jezioro się poruszyło i wszystkie trzy dzwony wpadły w bezdenne głębiny jego wód.
Od tego czasu nikt już nie widział błyszczących w toni jeziora dzwonów, ani nie słyszał ich cichego bicia.